Uczta dla mięsożerców

Moi drodzy, od bardzo dawna mnie tu nie było. Wiele słów dla wyjaśnienia mojej nieobecności chce spłynąć na klawiaturę, ale powiem tylko tyle: życie nie zawsze traktuje nas tak, jak byśmy tego chcieli, często daje mocno w kość, przytłacza. Jednak wracam i mam nadzieję, że już nie będzie na blogu hulał wiatr.

Przez te kilka miesięcy nazbierałam wiele materiałów, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Rozpoczynamy zatem od jednego z najsmaczniejszych miejsc w jakich miałam przyjemność się stołować. Restauracja Ed Red na Sławkowskiej w Krakowie słynie ze steków. Mają tam ich duży wybór, są one najwyższej jakości, a co za tym idzie, wysokie są również ceny.

Miejsce odwiedziliśmy z okazji imienin M., dokonałam wcześniejszej rezerwacji, w której podkreśliłam dokładnie, gdzie nie chcę zostać posadzona. O losie przewrotny, zostałam zaprowadzona do stolika, który byłby ostatnim wybranym przeze mnie w tej knajpie. Zastanawia mnie, czego można nie zrozumieć w zdaniu „Proszę aby stolik nie był obok toalet”?

Zostawmy już jednak tą sprawę, pan kelner był bardzo uprzejmy i ze względu na dużą dostępność wolnych stolików, pozwolił nam się przesiąść. Potrawy wynagrodziły nam niekompetencję osoby przyjmującej rezerwację.

Na początek zamówiliśmy przystawki, mus z kaczych wątróbek (23 zł) oraz kaszankę z cebulową konfiturą i jabłkiem na grzance (22zł). M. był kaszanką zachwycony podobnie jak ja swoją przystawką. Mus z wątróbek był delikatny, rozpływał się w ustach, podana do niego chałka podsmażona na maśle idealnie chrupała i podkręcała smak musu, a do tego konfitura z gruszki przełamywała smak swoją słodyczą. Do dziś kiedy myślę o tym daniu dostaję natychmiastowego ślinotoku! Zaryzykowałabym stwierdzenie, że to jedna z najlepszych potraw jakie w życiu jadłam!

Na danie główne wybrałam żeberka, M. natomiast stek. Żeberka były bardzo smaczne, miękkie, a ich porcja słuszna. Nie byłam wstanie zjeść dania do końca. Wspominałam już, że ED RED słynie ze steków, sława ta jest nieprzereklamowana. Wybór jest bardzo duży: wołowina z Polski, Argentyny i Australii, polędwice, rib eye, new york, T-bone. Dodatki do steków – do wyboru. M. postawił na Polską polędwicę i nie pożałował. Kelner zapyta Was ile ma ważyć stek i w jakim stopniu kucharz ma go wysmażyć. Mięso jest delikatne, miękkie, przygotowane w punkt! Do tego bardzo dobre domowe frytki i masło ziołowe. Palce lizać!

Pamiętacie jednak, że w karcie podane są ceny za 100 gram mięsa, jeśli zatem zamówicie polską wołowinę, o 100-dniowym czasie sezonowania o wadze 300 gram, to za porcję zapłacicie 180 zł. Takiej nie próbowaliśmy, ale zakładam, że może być ona warta swojej ceny:)

PS ta biała ścieżka obok mięcha to sól 😉

Reklamy

8 uwag do wpisu “Uczta dla mięsożerców

  1. Zdarzało mi się brać udział w kolacjach we Francji, Hiszpanii, Portugalii czy we Wloszech. Nawet w drogich knajpach Szwecji i Finlandii, podejrzewam że dania były conajmniej tak dobre. No i co najważniejsze relatywnie(w stosunku do zarobków) z pięć razy tansze. W tych pierwszych krajach tańsze nie tylko relatywnie. No ale tam jest konkurencja lokali a niekoniecznie snobów🐂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s