Buduje pomnik. Czy trwalszy niż ze spiżu?

Mam taką dziwną cechę charakteru, że z jednej strony nie lubię czekać na nowe książki ulubionego autora, czy kontynuacje perypetii znanych mi bohaterów. Jednak z drugiej strony, kiedy książki ukazują się jedna po drugiej, mam mocne przeświadczenie, że zostały napisane zbyt szybko, że autor nie poświęcił im wystarczająco dużo uwagi.

Dziś znalazłam się w niemałym kłopocie ponieważ ukończyłam powieść autora, którego część społeczeństwa ubóstwia, część nienawidzi, a jeszcze inna zastanawia się dlaczego jeszcze nie czytała jego książek, skoro jego nazwisko uderza w oczy w każdej księgarni. Zapoznawanie się z jego pokaźnym, jak na młody wiek (31 lat), dorobkiem literackim zaczęłam nieco przypadkowo (książka otrzymana w prezencie) i zupełnie od końca – ale przecież nie celowo. Może niektórzy z Was wiedzą już o kim dość enigmatycznie piszę, jest to Remigiusz Mróz. Nie ukrywam, że po przeczytaniu jednej książki raczej ciężko stać się ekspertem w temacie, ale ukrywać nie będę – zachwytu brak.

„Testament” to bodajże siódma pozycja z serii o przygodach pani adwokat Joanny Chyłki. Pani mecenas jest fanką Iron Maiden, jest pyskata, uwielbia skóry, szybkie samochody i ma problem alkoholowy, ale w sądzie jest nie do pokonania. Wydaje się, że powinnam ją od razu polubić, bo domyślnie autor skroił bohaterkę jako kobietę wzbudzającą może nie tyle co powszechny szacunek, ale respekt – a to cecha, którą niezwykle cenię. Tak się nie stało, ale o tym za moment.

d9788379768776W „Testamencie” do Joanny zgłasza się ginekolog, który otrzymał pokaźny spadek od swojej pacjentki, która popełniła samobójstwo. Doktor utrzymuje, że Beaty Widery nie znał, nie miał z nią romansu i nie ma pojęcia dlaczego właśnie jemu zapisała spadek. Jakby tego było mało, zostaje on oskarżony o morderstwo. Chyłka podejmuje się obrony oskarżonego, ponieważ ma on informacje, które pomogą jej wyciągnąć Kordiana Oryńskiego (ksywka Zordon) z więzienia.

Jak na kryminał przystało po drodze ginie jeszcze kilka osób, ślady prowadzą w różne kierunki od morderstw do reprywatyzacji i machlojek z pełnomocnictwami. Chyłka musi bronić ginekologa,(który nie chce słowa powiedzieć w sprawie), przeżywa żałobę po nienarodzonym dziecku, walczy z alkoholizmem i próbuje doprowadzić do uporządkowania relacji uczuciowej z Zordonem.

Wydarzenia powieści toczą się dość powoli, momentami wręcz ślamazaranie, a to za sprawą dialogów, które są równocześnie kręgosłupem książki i jej największym minusem. Autor chyba tak bardzo chciał uczynić z Joanny Chyłki przemądrzałą sukę, która nie tylko pozjadała wszystkie rozumy, ale także chełpi się inteligencją w rozmowie z ludźmi wrzucając do niej co rusz trudne nazwy, aluzje literackie, muzyczne, polityczne, społeczne czy nawet kosmiczne – że przesadził. Większość bohaterów bowiem ma problem by nadążyć za prędkością rozumowania pani mecenas, więc ona sama tłumaczy swoje odniesienia, wzmianki i metafory. Wygląda to tak:

-Patrzyli na mnie, jakby miał trąd.

-Raczej jak na matkobójcę, który wywinął się od odpowiedzialności – odparła Chyłka, sięgając za siebie po popielniczkę. – Nazywajmy rzeczy po imieniu.

-W porządku. W takim razie powiedzmy sobie wprost: nie powinno mnie tu być.

-Nikogo z nas nie powinno, korporacja to piekło.

-Miałem na…

-A mimo to Japończycy pracują ponad sto godzin tygodniowo. Wyrabiają ich trzy tysiące rocznie, nie mając dnia wolnego przez piętnaście lat. Wiesz, że mają tam specjalne określenie na taki stan rzeczy?

-Nie.

-Karoshi. Oznacza dosłownie śmierć z przepracowania.

-Mnie to nie grozi bo nie pracuję.

-Pracujesz, pracujesz Zordon. Tyle że nikt ci za to nie zapłaci i nie będziesz występować w sądzie. Poza tym wszystko po staremu. Będziesz wstawał bladym świtem, stawiał się na posterunku  i babrał w rzeczach, o których chciałbyś jak najszybciej zapomnieć. (…)

-Doceń tę propozycję – poradziła mu. – Bo wpuszczam tutaj kogokolwiek rzadziej, niż George Martin wydaje kolejne tomy  „Pieśni Lodu i Ognia”.

I tak dalej i w kółko. Gdyby wszystkie przemądrzaości Chyłki usunąć z książki stałaby się o połowę cieńsza.

W książce zdecydowanie brak opisów, tych które pozwalają kryminałom wywołać dreszcz, wprowadzić tajemniczość, atmosferę strachu czy ekscytację. Nie można narzekać na nomenklaturę prawniczą, ponieważ w tym aspekcie autor zachował umiar, nie zarzuca czytelnika nieznanymi nazwami, czy paragrafami, które utrudniałyby czytanie. Jest ich dokładnie tyle ile potrzeba.

Zakończenie, jak i cała treść jest mocno przegadane, przez to ni to zaskakuje ni to rozczarowuje. Poza tym kilka spraw, które wydawać by się mogło są kluczowe nie zostają wyjaśnione, a nawet nie zostają poruszone. Mam tu na myśli chociażby braci samobójczyni: wszyscy ich podejrzewają, włamują się oni do pewnej posiadłości, a poza rozmowami ich postacie nie występują w fabule, nie pojawiają się w sądzie, nie wnoszą kompletnie nic do sprawy, mimo że mogli by dobrze namieszać. Bracia Widerowie są zupełnie niewykorzystanym potencjałem. Część wątków zostaje zwyczajnie niewyjaśniona, jakby autor zapomniał, że wprowadził do akcji daną sytuację.

Zdecydowanie robotność pana Remigiusza jest godna podziwu (mam nadzieję, że nie jest wynikiem zażywania gandalfa białego – posługując się nazewnictwem autora), ale może gdyby pisał dziennie nie 10 a 5 stron i pieczołowicie przyglądał się swoim tekstom, to zyskałyby one na jakości.

Cytat z powieści „Testament” Remigiusza Mroza, s. 151-152.
Fotografia główna: pixabay.com
Reklamy

13 uwag do wpisu “Buduje pomnik. Czy trwalszy niż ze spiżu?

  1. Hahaha, karoshi!!!
    To że ktos pisze, bez przerwy, moze na kilka kompów wcale jeszcze nie znaczy że zostanie Agatą Christie, czy innym Chandlerem a nawet Conan Doylem😂
    Ksiązki róznych Mrozow i Bond bedą kiedys jedynie dobrym materialem na podkladkę pod zbyt krotka nogę stolu😀
    Jest tylevwspanialych książek ktorych nie przeczytasz z braku czasu bo życie zbyt krótkie a czytasz śmieci? Bo inni? Daj spokój, masz szersze horyzonty!☺

    Polubione przez 1 osoba

      1. Czytałem, a jakże☺ zawsze wyrabiam sobie opinie o nowosciach w kilku dziedzinach. Między innymi literaturze. Jedna próba, czasem dwie, jeśli jest sens.
        Nazywam toto „literaturą”, bo moj Polonista, profesor w liceum , ktory mówil piekną polszczyzną z kresòw nauczyl mnie że „literaturą” jest wszystko co zostało napisane, nawet instrukcje obslugi. Ktore chyba czasem maja wieksza wartosć niź wyczyny dzisiejszej czołowki popularnych w Polsce „pisarzy”. Wiekszosc ich nowatorskich i świeżych pomyslow znam z ksiażek wydanych lata temu pod innymi tytułami i przez innych autorów. Czesto zmieniane sa tylko nieistotne szczegóły a reszta…. wszystko jùź było. Z przykroscią stwierdzam Mróz Nobla literackiego nie otrzyma pomimo dewaluacji tej nagrody😂

        Polubienie

  2. Dziękuję – nazwisko autora strzela z każdego rogu, tymczasem miałam jak dotąd dziwne opory. Wyjaśniłaś mi, jakie. Takich pyskatych, przegadanych adwokatek i radczyń znam kilka, one rzeczywiście są przekonane o własnej wyższości i rzeczywiście wyjaśniają własne metafory i cięte riposty. Nie do wytrzymania w świecie realnym, na kartach powieści musi być jeszcze gorzej. Ze spokojnym sumieniem odpuszczam sobie i Mrozowi 😉

    Polubione przez 1 osoba

  3. Podziwiam, że potrafisz się tak zorganizować, aby dużo i to różnych książek czytać. Ja pozbyłam się telewizora, zjadacza czasu, a i tak mało go mam. Czytać trzeba, to nie ulega wątpliwości. ja lubię odświeżyć sobie, i poczytać, te które kiedyś mnie ujęły bardzo, np.”A jak królem, a jak katem będziesz” Nowaka. Czytając stronica po stronicy wręcz czuję zapach jabłek. Choć nie o owoce tu chodzi. Naprawdę jest o czym pomyśleć. Czy danie nowego życia odkupi zabieranie życia przez młodego bohatera? Jak wziąć na ręce zbroczone krwią, dzieciątko niewinne. Lubię też Kapuścińskiego, Cesarz przeszył mnie. Ilekroć wracam na jego strony, jest tak samo.

    Polubienie

  4. Nie czytałam żadnych książek tego autora choć zastanawiałam się nad tym. Ten wpis sprawił, że najprawdopodobniej przed dłuższy czas bo żadne dzieło Morza nie sięgne. Może kiedyś, dla wyrobienie sobie opinii o autorze. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  5. Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą opinią. Z wielu powodów, których nie przytoczę. Żeby ocenić pisarza, trzeba przeczytać wiele jego książek. Po jednej bym nie skreślała. No chyba że Mniszkównę. U tej nie da się przetrawić jednego rozdziału 😉 Mróz ma potencjał, tylko trzeba lubić taką literaturę. Wbrew tym którzy usiłują nas przekonać że czytują tylko noblistów 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s