Burger – nic dodać, nic ująć

Jak zdążyliście już pewnie zauważyć, w okolicach weekendu lubimy sobie pofolgować z jedzeniem. Po całym tygodniu domowych sałatek, surówek, ryżu z kurczakiem i warzywami albo innych pozycji z codziennego menu, które łatwo zabrać do pracy, a ilość tłuszczu nie zatyka żył, nadeszły smaki na burgera.

moomoo lokalRestauracje MOO MOO w Krakowie są dwie, na ul. Siennej oraz na ul. Świętego Krzyża, my wybraliśmy tą pierwszą, ale bez żadnego konkretnego powodu. Około godziny 20:00 zajęliśmy już w zasadzie jedne z ostatnich wolnych miejsc, bardzo ciężko o tej porze dostać stolik bez wcześniejszej rezerwacji. Pan prowadzący nas do stolika był niezwykle miły i sympatyczny. Lokal jest urządzony gustownie i ładnie, drewniane stoły i krzesła, niebieskie skórzane sofy. Jest przestronnie i czysto.

Cel wizyty od samego początku był dla nas oczywisty – chcemy zjeść burgera. moomoo burger

W menu znaleźliśmy pięć propozycji, z których ja wybrałam „MOOMOO” (26 zł) czyli burgera z camembertem, gruszką, sałatą, pomidorem, karmelizowaną cebulą i sosem klasycznym, natomiast mój towarzysz życia skusił się na bardzo zachowawczy „BBQ BACON” (26 zł) z serem cheddar, bekonem, sałatą, pomidorem, ogórkiem piklowanym i sosem BBQ. Obie pozycje wybraliśmy w wersji pojedynczej, czyli z 200 gramową porcją wołowiny, która wedle informacji w menu miała mieć średni stopień wysmażenia.

moomoo burger2I tak też było! Same zdjęcia nie oddają koloru mięsa, ponieważ siedzieliśmy w sali, w której było  dość ciemno, ale możecie mi zaufać. Wołowina w burgerach była świetnie wysmażona, różowa w środku i idealnie doprawiona. Bułka z sezamem chrupiąca, ale nie twarda i nie raniła podniebienia. Fantastycznie komponowała się gruszka, z serem camembert i karmelizowaną cebulą, ser miał bardzo intensywny smak i zapach, ale nie zabijał smaku mięsa. W burgerze BBQ BACON może było trochę za mało sosu, ponieważ chwilami całości brakowało soczystości, ale walory smakowe – pierwsza klasa. Ogromnym plusem jest to, że kucharz przecina burgera na pół, dużo łatwiej się go pałaszuje, ale także można się wymienić z towarzyszem po połowie, a dzięki temu spróbować dwóch różnych smaków.

moomoo frytkiDo burgerów zamówiliśmy także frytki belgijskie, bardzo smaczne, nie śmierdzące starym tłuszczem, wysmażone na złoto,chrupiące z zewnątrz  miękkie w środku – perfekcyjne!

Jeden minus MOO MOO otrzymuje za pana kelnera, który owszem był miły, ale niestety odczuliśmy, że jesteśmy traktowani jak klienci drugiego sortu. Nie byliśmy obcokrajowcami, nie przyszliśmy na spotkanie biznesowe, nie byliśmy dużą grupą, a zatem nie odczuwał potrzeby zainteresować się nami, przyjął zamówienie po długim okresie oczekiwania, podał napoje i jedzenie i zniknął dopóki nie zawołaliśmy go, by podał nam rachunek. Niby się już przyzwyczaiłam, że na krakowskim rynku kelnerzy nie lubią obsługiwać Polaków, ponieważ nie zostawiają napiwków w euro, ale według mnie „pecunia non olet”.

 

Reklamy

11 uwag do wpisu “Burger – nic dodać, nic ująć

      1. Nawet w każdy by nie zaszkodziło. Śmiać mi się chce jak widzę te porady od samozwańczych ekspertów od zdrowego odżywiania. Wołowina jest o niebo zdrowsza od kurczaków z supermarketu czy większości ryb. Tak samo jak majonez od margaryny.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s