Po wichurze, w której zawieją dwadzieścia cztery wiatry…

Na kolejną wakacyjną lekturę wybrałam powieść Guillaume Musso „Ta chwila”. Wybór ten był zupełnie przypadkowy, książkę zakupiłam na wyprzedaży w Empiku, nie kierowałam się żadną wcześniejszą opinią. Nota bene nigdy  nie czytam recenzji książek, co ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony w nie nastawiam się wobec książki, nikt nie kierunkuje mojego myślenia czy odczuwania, z drugiej natomiast sugerując się opiniami mogłabym sobie niekiedy zaoszczędzić czasu i ubytków na zdrowiu psychicznym. Jak wyszłam na swoim podejściu tym razem? Zaraz się przekonacie.

ta-chwila-w-iext43200786W pierwszej kolejności konieczne jest pochwalenie wydawnictwa „Albatros” za druk książki na dobrym, białym papierze; ale przede wszystkim za czcionkę i dość szeroką interlinię. Tekst jest przejrzysty, wyraźny i oczy dużo wolniej się męczą – to miła odmiana od czytania na telefonie komórkowym, tablecie czy nawet czasami na kindlu.

Pierwsze strony powieści prezentują sylwetkę głównego bohatera Arthura Costello, lekarza na oddziale ratunkowym, pracującego po 80 godzin tygodniowo, w wolnych chwilach palącego trawkę i zabawiającego się z pielęgniarką Veroniką Jelenski. W Święto Dziękczynienia odwiedza Arthura jego, jak się później okaże, przyrodni ojciec i zabiera na ryby do Latarni Dwudziestu Czterech Wiatrów. Po przybyciu na miejsce Frank informuje syna, że w spadku przekazuje mu latarnię, musi on jednak złożyć dwie przysięgi. Po pierwsze nigdy nie może sprzedać posiadłości, a po drugie nie może wejść do tajemniczego pomieszczenia w piwnicy.

Jak można się spodziewać, pierwsze co zrobił Arthur po wyjeździe ojca to wejście do zakazanego pokoju. W tym momencie rozpoczynają się prawdziwe kłopoty młodzieńca. Drzwi zatrzaskują się, zaczyna wiać wiatr, czuć zapach pomarańczy, kończyny Arthura odmawiają mu posłuszeństwa, aż w końcu traci przytomność. Nasz bohater po chwili się budzi, jednak czuje się jak na najmocniejszym w życiu kacu. Co ciekawe nie znajduje się już w piwnicy, a w katedrze świętego Patryka w Nowym Jorku. Data również uległa zmianie, Arthur przeskoczył w czasie mniej więcej rok.

Oszołomiony nie wie, co się stało. Jednak po 24 godzinach sytuacja się powtarza, znów traci przytomność i budzi się rok później w nieznanym sobie miejscu… Sytuacja powtarza się tak 24 razy, to klątwa latarni „Po wichurze, w której zawieją dwadzieścia cztery wiatry, nic się nie ostanie”.

Podczas tych 24 dni, które równają się 24 latom życia, Arthur zakochuje się, płodzi dzieci, odnajduje swojego dziadka, który przed nim przetrwał klątwę, jednak każdy kolejny skok w czasie napawa go trwogą przed tym, co przyniesie czas.

Powieść Musso jest mniej fantastyczna niż sugeruje nam to 3/4 treści. W rezultacie opowieść jest spowiedzią przed samym sobą ze straconego w życiu czasu, metaforą doli człowieka, który nie zawsze wie, co jest w życiu najważniejsze. „Ta chwila” to momentami naiwne studium ludzkiej psychiki, walki człowieka z samym sobą, ze swoimi ułomnościami. To także niezbyt udane dowodzenie prawdziwości (dość trywialnej i topornej w moim przekonaniu) maksymy przewodniej „Nie zapomnij, że mamy dwa życia. Drugie zaczyna się, gdy uświadomisz sobie, że żyje się tylko raz”. 

Po dwudziestu czterech dniach z Arthurem Costello, z jego złością na nieubłagany los i czas, które pędzą bo tak wielki zegarmistrz świata je zaprojektował, po dwudziestu czterech pobudkach i po dwudziestu czterech zniknięciach, koniec spływa na człowieka jak zbawienie od dalszej męki. Zakończenie nie szokuje, przeciwnie, zmienia nutę fantastyki w obyczajową bajkę o poszukiwaniu straconego czasu.

 

*zdjęcie główne zaczerpnięte z bezpłatnego stocka pixabay.com
Reklamy

5 uwag do wpisu “Po wichurze, w której zawieją dwadzieścia cztery wiatry…

  1. Jako kot mam tych żyć zdecydowanie więcej. Jako marynarz poznałem „seven oceans”, jako człowiek ciągle czekam i ciągle szukam, choć wydawałoby się że znalazłem wszystko. Tylko co to jest?
    Wszystko?
    Motyw przeskawiwania z czasu do innego czasu był wiele razy już eksploatowany. Nic dziwnego, każdy go przecież przeżywa – deja vu!
    Pozdrawiam Zb☺

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s