Dwie autorki – jedna powieść… Witamy w alkowie Lwa

Co może powstać, gdy do jednego garnka dodamy szczyptę Wiedźmina Sapkowskiego, odrobinę Księżniczek Pilipiuka, okruchy Gry o tron R.R. Martina? Z takiego miksu wyjawia się Klątwa przeznaczenia. Monika Magoska-Suchar i Sylwia Dubielecka, przyjaciółki ze szkolnej ławki, pasjonatki gier RPG postanowiły sięgnąć po jeden z najtrudniejszych gatunków literackich – powieść fantasy.

Osiemset stronicowa powieść, a raczej pierwsza część z trylogii? Sagi? Cyklu? (Tego jeszcze nie wiemy, kontynuacja zapowiedziana jest znamiennym „CDN.”) zamknięta została w niezbyt zachęcającej okładce. Łączą się na niej najrozmaitsze symbole i motywy pojawiające się w treści, w kolorystyce brązu i czerni. Jednak tytuł zapisany jest, moim zdaniem, brzydkim fontem w żółtym kolorze. Jeżeli okładka jest dziełem grafików z wydawnictwa, powinni postarać się bardziej, aby książki przykuwały oko, zachęcały do ściągnięcia ich ze sklepowej półki. Nie należy jednak oceniać po okładce, przejdźmy zatem do treści.

Główną bohaterką powieści jest nastoletnia czarodziejka Arienne. Przybywa ona do Ravillionu, kolebki przestępców, morderców, gwałcicieli – najemników, którzy szkoleni w różnych dziedzinach (walce, magii, łowiectwie i innych), odwalają brudną robotę za cesarza i pozostałych władców. Kobiety w tej zamkniętej twierdzy, istnej Sodomie i Gomorze, są służkami, popychadłami. Jeśli wyróżniają się urodą awansują na Milady (prywatną nałożnicę) jednego z Mistrzów. Arienne wkraczając do tego burdelu, hucznie zwanego Związkiem, od samego początku budzi kontrowersje. Ma jednak do wykonania misję, więc wiedziona przeznaczeniem, musi pogodzić się z warunkami panującymi w twierdzy. Nieoczekiwanie młoda czarodziejka wpada w oko potężnemu Mistrzowi Walk – Severo, który aby złożyć na szyi dziewczyny swój znak stacza walkę z innymi Mistrzami, a następnie gwałci swoją wybrankę na oczach wszystkich mieszkańców Ravillionu.

W momencie kiedy Arienne staje się Milady Mistrza Walk do głosu dochodzi motyw znany z romansów, miłości rozwijającej się pomiędzy ofiarą i jej oprawcą. Momentami nieco naiwna, momentami zbyt infantylna, a momentami mocno erotyczna historia rodzącej się fascynacji przejmuje większość wątków książki. Historii pobocznych jest niewiele, i są przeprowadzone po macoszemu. Jeśli Milady Karla knuje przeciwko Arienne, to czyni to w kilku zdaniach, a czytelnik potyka się o efekt knucia dopiero 300 stron później.

Klątwa przeznaczenia to historia o miłości uwikłanej w magię i przeznaczenie, która wiedzie prym na kartach powieści. Świat magii, tajemniczości i fantazji odchodzą na dalsze tory, wielokrotnie odczuwa się nastrój historyczny, mediewistyczny zamiast magicznego. O ile twierdzę Związku udaje się czytelnikowi dość dobrze poznać, to pozostałe krainy, po których od czasu do czasu podróżują bohaterowie, są niewyraźne, zbyt mało się o nich dowiadujemy. Autorka zapewniła mnie jednak, że w następnej części to się zmieni i kolejne krainy odmalują się dokładniej w wyobraźni. Pozostaje mi jej zaufać 🙂978-83-8083-342-5

Powieść charakteryzuje się bardzo specyficzną narracją. Nie jest podzielona na rozdziały, kolejne fragmenty oddzielone są „kwiatowymi paragrafami”, co jednym odpowiada innym nie. Mnie trochę brakuje klasycznego podziału na rozdziały, które oddzielałyby fragmenty historii odległe w czasie. Nie jest to jednak rażący mankament. Drugą specyficzną cechą jest narracja w dwóch osobach. W powieści spotykamy się ze wszystkowiedzącym narratorem obiektywnym. Momentami rolę narratorki przejmuje Arienne, która w pierwszej osobie przedstawia sytuację widzianą z własnej perspektywy. Wtrącenia głównej bohaterki początkowo mocno wybijają z rytmu czytania, nie są w żaden sposób wyeksponowane w tekście. Czytelnikowi trudno się przyzwyczaić do „skoków” narracji. Szczęśliwie, przez osiemset stron mózg się przestawia, i równoległe narracje nie wywołują zamieszania.

Powieść napisana jest z ogromną pieczołowitością, każdy przecinek, który powinien się w niej znaleźć, znalazł się właśnie tam, gdzie stać musi. Autorki posłużyły się również niezliczoną ilością synonimów, mianowicie Mistrz Walk będzie również zwany Severem, Lwem, Anturyjczykiem, czarnowłosym, lordem, wojownikiem; Arienne natomiast: Tahitanką, czarodziejką, adeptką, czarnowłosą, brunetką, uczennicą, Milady i tak w nieskończoność. W takiej ilości określeń, kiedy poznajemy świat przedstawiony, można się chwilami pogubić. W kwestii języka, brakowało mi mocnej, może nawet grubiańskiej i wulgarnej stylizacji językowej. W wypowiedziach Mistrzów, niegrzeszących ani urodą, ani dobrymi manierami, ani nawet dbałością o higienę osobistą, odczułam brak stylu rodem z Sapkowskiego, definiowanego w krótkim: „Na pohybel skurwysynom!”. Gniewne krzyki członków Związku zdają się mieć nieco ugrzecznioną, złagodzoną formę.

Ostatecznie historia Arienne i Severa jest historią o miłości, rodzącej się z nienawiści, ze wstydu i z upokorzenia. To trudne uczucie na przekór dworskim obyczajom i zasadom panujących w Związku. Klątwa przeznaczenia to opowieść o miłości, która w prawdziwym życiu się nie zdarza. Piękna, namiętna, która pokona wszystkie przeszkody losu. Miłość typowa dla romansów, które mają emocjonować, wzruszać, bawić i utwierdzać w przekonaniu, że do każdej księżniczki przybędzie książę na białym koniu, a przynajmniej Severo ze swym… Olbrzymem.

Ciężko wyobrazić sobie, że można zakochać się w gwałcicielu i mężczyźnie, który odwiedził każdą sypialnię w kraju (łącznie z łożem naszej matki), ale co tu dużo mówić, prawdziwa miłość wytrzyma wszystko, a bohater dynamiczny ze złego sukinsyna zmieni się w rycerza w błyszczącej zbroi.

Pomimo pewnych niedostatków, czytelnikiem jestem wymagającym, oceniam powieść na plus. Czyta się przyjemnie i szybko. Klątwa przeznaczenia wnosi powiew świeżości do polskiej literatury fantasy, kładąc nacisk na wątek miłosny, sprawiając, że staje się ona bardziej przystępna dla czytelników podchodzących z pewną dozą sceptycyzmu do tego typu prozy. Dzięki temu, wiele kobiet rozmiłowanych w romansach może spojrzeć przychylniejszym okiem na ten gatunek literacki.

Sama jestem ciekawa, jak rozwinie się ciąg dalszy, a nawet jak historia się zakończy, zwłaszcza, że autorki w pewnym sensie zdradziły zakończenie losów Arienne i Lwa. Chciałabym przekonać się, czy będą konsekwentne w swej twórczości i pewnej patologiczności rodzinnych związków 🙂 Sami zrozumiecie, kiedy przeczytacie:)

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Dwie autorki – jedna powieść… Witamy w alkowie Lwa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s