„Już mi niosą suknię z welonem…” cz. 1

Po ostatnich ciężkich rozmyślaniach na temat zdrad, postanowiłam dotknąć tematu ślubu, tematu przyjemnego, ale równocześnie bardzo problematycznego. Zagadnienie jest zbyt obszerne, by omówić je w jednym poście, więc postanowiłam stworzyć cykl. Mam nadzieję, że taki poradnik, niektórym pomoże w przygotowaniach, a innym być może przypomni mozolne zapinanie wszystkiego na ostatni guzik.

Zanim jednak przejdę do rzeczy, pragnę uczulić Was na to, że ślub i wesele to bardzo indywidualna sprawa. Warto jednak pamiętać, że ten dzień ma być wyjątkowy dla Was!!! Tradycja tradycją, rodzice rodzicami, jednak jeśli chcesz iść do ślubu w różowych szpilkach i ze stokrotkami we włosach, to tak idź! Jeśli nie chcesz pod domem przygrywek i góralskich grajków, to się na nich nie zgadzaj! Jeśli Ty, drogi Panie Młody, nie znosisz kamizelki pod marynarką, to jej nie kupuj! I jeśli uważacie, że rozdawanie gościom ciast i wódki na pożegnanie to kosztowna bzdura, to tego nie róbcie! Nie dajcie się wciągnąć w wir ślubny, który jak zacznie się kręcić, to przejdzie przez Wasze życie i kieszeń jak huragan, pozostawiając Was w wyreżyserowanej przez innych szopce, w dodatku z pustymi portfelami i wewnętrzną złością na samych siebie, że daliście się wciągnąć w tę tragikomedię, w której zatraciliście samych siebie.

Co najczęściej spędza nam sen z powiek? Termin, rezerwacje, suknia!

Zaręczyliście się, i co dalej? Terminy, terminy, TERMINY!!!

M. oświadczył mi się końcem lutego, ale pierścionek na palcu to nie powód, by od razu brać ślub. Jeśli chcecie trwać w narzeczeństwie dłużej, a zaręczyny to już dla Was deklaracja na miarę ślubu – to cieszcie się swoim stanem i w nim trwajcie, nie zważając na nękające pytaniami o datę uroczystości babcie, ciotki i sąsiadki.

Decyzję o ślubie podjęliśmy razem, zanim doszło do klękania, pierścionków, kwiatów i innych fantastycznych niespodzianek, które M. dla mnie przygotował. Równocześnie postanowiliśmy, że mamy zamiar uchronić nasze wspólne życie przed dwuletnim okresem weselnego wariactwa. Wybraliśmy interesujący nas termin – nie za szybko – ale i nie za późno, wrzesień (6,5 miesiąca przygotowań i organizacji to aż nadto).

Żałuję, że nie uwieczniłam twarzy przyjaciół, znajomych i rodziny, gdy się dowiedzieli! Dodam jeszcze, że nasz związek nie miał przebiegu, jak VW na szrocie, i nie byliśmy w ciąży – więc ślub zaskoczył jeszcze większą rzeszę ludzi!

Wracając jednak do rzeczy. Nie łudźcie się, że znajdziecie wolną salę weselną w sobotę za pół roku. W takich wypadkach można liczyć ewentualnie na cudze nieszczęście, które Wam zapewni radochę.

Ale ślub można wziąć każdego dnia tygodnia – w kościele nie mają problemu, z wiadomych przyczyn wybiera się jednak sobotę. My wybraliśmy piątek. I wiecie co? Osoby, które nie przyszły, miały inne powody, niż to, że muszą wyjść wcześniej z pracy lub wziąć dzień urlopu. Piątek to świetny dzień, ponieważ w sobotę można urządzić poprawiny, a w niedziele wypocząć przed nowym tygodniem.

Spotyka się także śluby w niedziele, minusem jest jedynie duża ilość nieznajomych osób na mszy w kościele, plusem (dla niektórych), że nie trzeba kłopotać się i urządzać poprawin.


Piątek ułatwia życie podczas organizacji wesela. Łatwo znaleźć fotografa, DJ-a czy orkiestrę, bo z reguły – grają w soboty. Gorzej jest z noclegami, warto zainteresować się nimi dużo wcześniej ponieważ „w sezonie” miejsca w hotelach często są wykupione.

Problemem staje się zakup sukienki ślubnej. Wybór na rynku jest ogromny, ale pomijając już ich wygórowane ceny, to gadka w stylu „Ślub już we wrześniu?!!??!! To musi się Pani od razu decydować, bo nie zdążymy!” jest jedynie tanim chwytem marketingowym. Jeśli płaci się za sukienkę grube tysiące, to każda firma ostatecznie stanie na głowie, aby te pieniądze zarobić, nawet jeśli mieliby uszyć kiecę w 3 miesiące.

Dodatkowo ekspertki od sprzedaży zachwycą się każdym barachłem, jakie na Was założą! Nie ważne czy wyglądasz w oferowanej sukni jak beza w polewie karmelowej, czy jak zmięta peonia, jak dziewczynka w babcinej firance, czy pączek z dziurką posypany cukrem svarowskim, albo jak syrenka z wielkim tyłkiem – w salonie będą się zachwycać i wciskać, że to właśnie ta suknia, ta jedyna i niepowtarzalna!

Z własnego doświadczenia polecam salony niszowe, które nie ogłaszają się na wielkich portalach ślubnych i nie robią promocji z 8 na 7,5 tysiąca. Tam, nikogo nie zatrważa krótki termin wykonania zlecenia, cena nie spędza snu z powiek, a jakość i wykonanie bez problemu dorównuje tym „z najwyższej półki”. Powiem więcej, bez wyrzutów sumienia trzymam swoją suknię w szafie i ani myślę jej sprzedawać. Nie kosztowała majątku, a jest moja, wiążą się z nią wspaniałe wspomnienia i bardzo chętnie ją jeszcze kiedyś ubiorę, nawet jeśli będę miała w niej oglądać telewizję albo pójść na Halloween 😉

Już niedługo opublikuję wpisy o tym jak szybko i bezboleśnie poradzić sobie z formalnościami kościelnymi, o tym gdzie na ślubie można odrobinę przyoszczędzić, o tym jak zaskoczyć gości, a także o tym, czego w organizacji wesel i na weselach nienawidzę i czego jestem przeciwniczką. Czego najbardziej chcielibyście się dowiedzieć w temacie ślubu i wesela? Piszcie:)

Tymczasem podzielcie się ze mną informacją, jak długo Wy przygotowywaliście się lub przygotowujecie się do ślubu i wesela? Rok? Dwa, a może tylko 3 miesiące? Jakie macie doświadczenia?

CDN

N&M (381)

Reklamy

16 uwag do wpisu “„Już mi niosą suknię z welonem…” cz. 1

  1. Moja przyjaciółka planowała ślub 2,5 roku, wszystko idealnie, ja jako świadkowa miałam wiele też zadań i szczerze mówiąc wtedy wydawało mi się,że oni ledwo się zmieścili w tych 2,5 roku. A tu nagle 3 tygodnie przed weselem okazało się, że szef pensjonatu przez pomyłkę zapisał dwie pary na tę samą datę, wybrał inną parę, bo mieli więcej gości i brali noclegi dla każdego gościa. I co? W 3 tygodnie zorganizować musieli prawie wszystko -znaleźć salę, ustalić menu, nowe dekoracje, załatwić autokar, powiadomić gości o zmianach, znaleźć zespół-tam wchodził w skład lokalu, jak i pan co robił zdjęcia, był osobą, która stale robiła zdjęcia na weselu w tamtym miejscu, i dali radę. Mieli piękny, idealny ślub. W 3 tygodnie 😉

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Kiedy brałem ślub, 52 lata temu, to wszystko wzięli na siebie teściowie. Takie chyba były wtedy czasy. Inna rzecz, że kiedy nasz syn brał ślub, to było podobnie , a to tylko 17 lat temu a rodzice panny młodej to Australijczycy.
    Bardzo mi zaimponował mój zięć, który zaplanował bardzo dokładnie przygotowania do ślubu. Z pochodzenia Niemiec więc plan był bardzo szczegółowy a do tego zapraszał swoich rodziców i nas do współpracy. Tylko ja skorzystałem z oferty i jeździłem z nimi w rózne miejsca załatwiać kościół, śpiewaczkę, kwiaty, itp, itp.
    Najbardziej mnie ujęła argumentacja zięcia – to nasze pierwsze wspólne zadanie, to powinien być „teambuilding” , tworzenie dobrze współpracującego zespołu. A kiedy potem, już w małżeństwie, nastąpi jakiś kryzys, to będziemy mogli wrócić do wspomnień z tego okresu i to doda nam siły.

    Polubione przez 2 ludzi

  3. „pączek posypany cukrem svarowskim…” śmieję się do monitora 😀 Zaręczyny, ślub, i moje wesele to jeszcze na pewno nie moja bajka, za to cudze wesela uwielbiam i jako całkiem taneczna singielka chadzam dosyć często, to i się naoglądam różnych zabawności. Właśnie przypomniałam sobie wesele, na którym panna młoda posypana właśnie takim cukrem nad ranem zbierała kryształki płacząc, że tyle i tyle pieniążków wydała na suknię. Chyba miało być światowo ( pewnie dlatego nie podano też rosołu 🙂 )
    Z niecierpliwością czekam na kolejny post z cyklu, mimo że do panny młodej mi daleko.
    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  4. Mój ślub był całkowicie na wariata, w angielskim urzędzie, my dwoje, znajoma będąca obecnie na miejscu jako świadkowa oraz dwóch przypadkowych kumpli męża – i jakoś toczy się to nasze wariackie małżeństwo czwarty rok 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s